Początek 2024 roku. Coś zaczęło być nie tak – słabo się czułem, waga leciała w dół, ale wiadomo: robota ważniejsza. W styczniu i lutym towarzyszyła mi stara, polska zasada: „Jak pracujesz, to żyjesz”. A że w firmie szykowała się premia, to chorobowe? Zapomnij. Trzeba być twardym, nie miękkim.
Marzec 2024 – jeszcze gorzej, ale... przecież są nadgodziny, soboty, niedziele – kasa musi się zgadzać. Aż w kwietniu moje ciało powiedziało: „Stop, stary. Teraz to już przesadziłeś.” W sobotę w pracy padłem na pysk. W poniedziałek – lekarz.
12 kg mniej. Lekarz zrobił oczy jak pięciozłotówki. Ruszyła lawina. Gastroskopia (oczywiście prywatnie, bo NFZ to jak podróż w czasie... do następnego wieku), a tam pani docent z kamerą w przełyku rzuca tekst: „To ma pan tu szpetne.” Szpetne to może być wnętrze mojej lodówki, ale nie żołądek, który – jak się okazało – nie planował ze mną długiego związku.
Maj 2024 – diagnoza: rak żołądka. Złośliwy. Jak rachunki po świętach. Karta DILO, konsylium, plan działania: 4 chemie, operacja, potem znów chemia. Czyli: „Będzie się działo, panie Dariuszu.”
Lipiec 2024 – pierwsza chemia. Po drugiej – włosy żegnają się ze mną bez większego sentymentu. Październik – operacja. Miał być kawałek żołądka do wycięcia, wyszło jak z remontem łazienki – miało być mało, skończyło się na wszystkim. Luty 2025 – druga operacja. Żołądek? Nieobecny.
Kwiecień 2025 – znów chemia. Włosy? Drugi raz znikają szybciej niż wypłata po weekendzie. Zostały jeszcze dwie rundy. Potem – może wreszcie będzie można powiedzieć: „Koszmar się kończy. Teraz zaczyna się życie.”
Maj 2025 - za mną ostatnie dwie chemie — nie było lekko, trochę mnie przeczołgało. Teraz czas na zasłużony oddech i cierpliwe czekanie. W lipcu tomografia, a zaraz po niej wizyta u onkolog. Zobaczymy, co dalej. Mam cichą nadzieję, że to będzie finał tego rozdziału.
Lipiec 2025 - Za mną tomografia – wyniki już mam w ręku i są naprawdę świetne. Brak jakichkolwiek rozsiewów choroby nowotworowej. Badania krwi również wyszły rewelacyjnie. Czuję, że ten cały onkologiczny cyrk powoli dobiega końca. Tylko się cieszyć i iść dalej!
Styczeń 2026 -Kolejna tomografia i ponownie bardzo dobre wyniki. Moja Pani doktor onkolog
jest bardzo zadowolona, co daje mi ogromny spokój i nadzieję na przyszłość.
Luty 2026 - Niestety pojawił się problem z portem naczyniowym. Skóra nad nim zrobiła się
bardzo cienka i groziło jej pęknięcie. Na szczęście dzięki Panu doktorowi z
Raciborza udało się wszystko uratować – fragment skóry został usunięty, a port
przeniesiony w inne miejsce.
Marzec 2026 - Pięć tygodni bez żywienia pozajelitowego dało się we znaki – waga zaczęła
spadać. Zaproponowano mi mikrojejunostomię, czyli żywienie dojelitowe. Po wielu
rozmowach, opiniach i namowach ze strony rodziny zdecydowałem, że będzie to dla
mnie najlepsze rozwiązanie.
To
kolejny etap mojej drogi – nie zawsze łatwy, czasem pełen obaw, ale dzięki
wsparciu najbliższych idę dalej. Wierzę, że to kolejny krok w dobrą stronę.