Poniżej znajdziesz moje osobiste patenty na życie z rakiem – od pielęgnacji łysiny po to, co pomaga mi na nudności i jak radzę sobie z jamą ustną po chemii.
Ale uwaga: nie jestem lekarzem, tylko pacjentem z doświadczeniem. To, co działa u mnie, nie musi działać u każdego. Niektóre rzeczy konsultowałem z lekarzami, inne wypracowałem sam – metodą prób, błędów i czasem... grymasów.
Dlatego proszę: zanim coś zastosujesz, porozmawiaj ze swoim lekarzem lub pielęgniarką. Nie bierz niczego „na ślepo” – każdy organizm jest inny, a zdrowie to nie przepis na zupę.
Mam nadzieję, że moje doświadczenia będą dla Ciebie pomocne – albo chociaż ułatwią parę trudnych dni.
Dzięki świetnym radom pielęgniarek z oddziału chirurgii nauczyłem się, jak prawidłowo dbać o rany – i powiem szczerze, taka wiedza przydaje się nie tylko po operacji, ale i w codziennym życiu. Jeśli się skaleczysz albo masz ranę pooperacyjną, warto myć ją naturalnym mydłem ze srebrem – działa delikatnie, ale skutecznie. Mydło najlepiej nałożyć bezpośrednio na dłoń, a następnie delikatnie oczyścić ranę. Unikaj gąbek! One mogą być siedliskiem bakterii, a tego przecież nie chcemy. Po umyciu czas na dezynfekcję. Ja używam Octeniseptu lub Raniseptolu – działają dobrze, a nie szczypią (to też plus 😉).
Chemioterapia potrafi nieźle dać w kość – także w jamie
ustnej. Afty, owrzodzenia, pleśniawki… Na szczęście (odpukać!) te przyjemności
mnie omijają. Za to często zmagam się z suchością i brakiem smaku – i to już
potrafi uprzykrzyć dzień.
Co mi pomaga? Częste mycie zębów – używam pasty Lacalut
Sensitive, bo jest łagodna i nie drażni podrażnionej śluzówki.
Dodatkowo sięgam po Fomukal – płyn do płukania jamy ustnej, który
przynosi ulgę i dobrze nawilża.
Taki zestaw sprawdza się u mnie najlepiej. A jak znajdę coś
jeszcze skuteczniejszego – na pewno dam znać! 😉
U mnie to już klasyka — podczas każdej chemii włosy lecą
jak liście na jesień. Gdy zostaje już tylko smętny puch, biorę sprawy (i
maszynkę) w swoje ręce.
Do wygolenia resztek używam maszynki Alpha TR7-Pro —
niedroga, a działa delikatnie i skutecznie, bez podrażnień.
Potem w ruch idzie krem Isana Men – świetnie nawilża i pielęgnuje skórę
głowy, która po goleniu też potrzebuje trochę czułości.
Taki prosty zestaw, a głowa od razu wygląda jak spod
igły – albo jak z reklamy... tylko trochę bardziej rak-edytowanej 😄
Na szczęście ten słynny zespół Ręka–Stopa dopada mnie
dość łagodnie.
Na dłoniach czasem lekko łuszczy się skóra, paznokcie — o dziwo — trzymają się
nieźle.
Na stopach bywa ciut gorzej: skóra się bardziej łuszczy, a paznokcie… cóż,
wyglądają jak po spotkaniu z młotkiem — trochę popękane i zdecydowanie mało
instagramowe.
I właśnie wtedy wchodzi ONCOYA, cała na biało —
krem, który naprawdę pomaga.
Skóra się wycisza, mniej piecze i nie straszy po kątach. Polecam z własnego,
doświadczonego naskórka 😉
Zanim opowiem, jak to u mnie wygląda, krótko wyjaśnię:
Polineuropatia to taki stan, w którym nerwy obwodowe mają dość i buntują
się całymi grupami. Objawy? Drętwienie, mrowienie, pieczenie, ból, osłabienie
mięśni – cała „wesoła” ferajna.
U mnie to niestety poważniejszy przeciwnik.
Pierwsze dni po chemii są naprawdę trudne: stopy prawie nie czują podłoża,
a dłonie po dotknięciu czegoś zimnego (np. mrożonki) reagują tak, jakby ktoś
wbijał mi w nie tysiące mikroigieł.
Gdy temperatura na zewnątrz spada poniżej 15°C, moje
ręce zamieszkują kieszenie na stałe – inaczej nie da rady.
Ratunkiem, przynajmniej częściowym, jest dla mnie Liponexin – dostępny bez recepty.
Biorę go rano i wieczorem, po jednej kapsułce. Po kilku dniach objawy trochę
się wyciszają, ale osłabione czucie w dłoniach i stopach zostaje… taki
chemiczny souvenir.